DAWID PRZYBYSZ
GALERIA:
„…
Trudno mi opowiadać
o samym sobie. Zawsze staje mi na przeszkodzie odwieczny paradoks:
„Kim jestem?”. Oczywiście nikt nie ma na
mój temat tylu danych, co ja sam. Ale kiedy mówię
o sobie, wszelkiego rodzaju inne czynniki – wartości, wzorce,
moje własne ograniczenia jako obserwatora – sprawiają, że
jako narrator wybieram i eliminuję fakty mnie dotyczące, czyli
narrację. Zawsze mnie męczy myśl, że nie maluję zbyt obiektywnego
obrazu samego siebie.
Większość ludzi nie zawraca sobie głowy takimi problemami. Jeśli dać im szansę, ludzie są zaskakująco szczerzy, opowiadając o sobie „Jestem uczciwy i wręcz absurdalnie otwarty” – mówią, albo: „Jestem wyjątkowo wrażliwy i trudno mi się odnaleźć w świecie”. Albo; „Doskonale wyczuwam prawdziwe emocje innych”. Lecz aż nadto często spotykam ludzi, którzy twierdząc. Że są podatni na zranienie, bez żadnego wyraźnego powodu ranią innych. Samozwańczo uczciwi i otwarci ludzie, nie uświadamiając sobie tego, co robią, beztrosko korzystają z wygodnych wymówek, by dostać to, czego chcą. A ci, którzy „doskonale wyczuwają prawdziwe emocje innych”, dają się omamić najbardziej oczywistym pochlebstwom. To wystarczy, bym zadał sobie pytanie: Do jakiego stopnia znamy samych siebie?
Im więcej o tym myślę, tym bardziej chciałbym przestać skupiać się na sobie. Wolałbym lepiej poznać obiektywną rzeczywistość, która istnieje poza mną. Jak dalece jest dla mnie ważny świat na zewnątrz, w jaki sposób zachowuję równowagę, by żyć z nim w zgodzie. W ten sposób uzyskałbym wyraźniejszy obraz osoby, jaką jestem.
Tego rodzaju myśli wiecznie kotłowały mi się w głowie, gdy byłem nastolatkiem. Tak jak murarz napina sznurek i kładzie jedną warstwę cegieł na drugą, tak ja budowałem sobie punkt ten widzenia- czy też, mówiąc górnolotnie filozofię życia. W jego postępowaniu pewną rolę odgrywały logika i domysły, lecz w największej mierze oparty był on na moich własnych doświadczeniach. A jeśli już mowa o doświadczeniu, to szereg bolesnych wydarzeń nauczył mnie, że przekazanie ludziom mojego stanowiska nie należy do najłatwiejszych zadań na świecie.
Skończyło się na tym, że we wczesnej młodości zacząłem kreślić niewidzialną granicę między sobą a innymi ludźmi. Nie ważne, z kim miałem do czynienia, zawsze zachowywałem pewien dystans, starannie obserwując nastawienie ludzi, więc nie mogli się do mnie zbliżyć. Nie przyjmowałem zbyt łatwo tego, co mówili mi inni. Moją jedyną pasją były muzyka
Większość ludzi nie zawraca sobie głowy takimi problemami. Jeśli dać im szansę, ludzie są zaskakująco szczerzy, opowiadając o sobie „Jestem uczciwy i wręcz absurdalnie otwarty” – mówią, albo: „Jestem wyjątkowo wrażliwy i trudno mi się odnaleźć w świecie”. Albo; „Doskonale wyczuwam prawdziwe emocje innych”. Lecz aż nadto często spotykam ludzi, którzy twierdząc. Że są podatni na zranienie, bez żadnego wyraźnego powodu ranią innych. Samozwańczo uczciwi i otwarci ludzie, nie uświadamiając sobie tego, co robią, beztrosko korzystają z wygodnych wymówek, by dostać to, czego chcą. A ci, którzy „doskonale wyczuwają prawdziwe emocje innych”, dają się omamić najbardziej oczywistym pochlebstwom. To wystarczy, bym zadał sobie pytanie: Do jakiego stopnia znamy samych siebie?
Im więcej o tym myślę, tym bardziej chciałbym przestać skupiać się na sobie. Wolałbym lepiej poznać obiektywną rzeczywistość, która istnieje poza mną. Jak dalece jest dla mnie ważny świat na zewnątrz, w jaki sposób zachowuję równowagę, by żyć z nim w zgodzie. W ten sposób uzyskałbym wyraźniejszy obraz osoby, jaką jestem.
Tego rodzaju myśli wiecznie kotłowały mi się w głowie, gdy byłem nastolatkiem. Tak jak murarz napina sznurek i kładzie jedną warstwę cegieł na drugą, tak ja budowałem sobie punkt ten widzenia- czy też, mówiąc górnolotnie filozofię życia. W jego postępowaniu pewną rolę odgrywały logika i domysły, lecz w największej mierze oparty był on na moich własnych doświadczeniach. A jeśli już mowa o doświadczeniu, to szereg bolesnych wydarzeń nauczył mnie, że przekazanie ludziom mojego stanowiska nie należy do najłatwiejszych zadań na świecie.
Skończyło się na tym, że we wczesnej młodości zacząłem kreślić niewidzialną granicę między sobą a innymi ludźmi. Nie ważne, z kim miałem do czynienia, zawsze zachowywałem pewien dystans, starannie obserwując nastawienie ludzi, więc nie mogli się do mnie zbliżyć. Nie przyjmowałem zbyt łatwo tego, co mówili mi inni. Moją jedyną pasją były muzyka
i książki. Jak się pewnie domyślacie, wiodłem życie
samotnika; …”
HARUKI
MURAKAMI „Sputnik Sweetheart”
MUZA 2003
GALERIA:
![]() |
![]() |
![]() |
![]() |




